to byl ciezki czas...
Gleboko w niej ukryta byla tesknota... Wszystko robila mechanicznie, poganiala czas myslami, odliczala dni...
Magiczny czas swiat sprowadzila do kolacji, rodzinnych obiadow, niewaznych rozmow i patrzenia w kalendarz... Chciala juz miec te rodzinne "sprawy" za soba...
Z bijacym sercem czekala na Niego na dworcu.... Jechal do Niej z rodzinnego domu... Na jeden dzien tylko dla Niej...To byl dla Niej wazny znak...Taki dodatkowy prezent swiateczny... Wymowny gest....
Sylwester byl dla Niej ciezki emocjonalnie... Czula, ze chce go spedzic z Nim, ze z Nim chce wejsc w nowy rok.... Nie mogla... Przeciez nie mogla wyjechac, zniknac...Musiala byc tam, gdzie byc nie chciala...Ale byla pewna, ze beda tak blisko jak to mozliwe. Byla pewna, ze slyszec bedzie Jego cieply glos... Chciala mu tyle powiedziec... wlasnie o polnocy...
.... Dzwonila...Nie odebral, nie oddzwonil, nie wyslal smsa.....
...Bo telefon zostawil w domu....
.... Patrz na czyny nie na slowa to jej zawsze powtarzal...Boi sie interpretowac ten gest....